Argentyna – Dzień 129

IMG_3174

Dzień sto dwudziesty dziewiąty 30.01.2019

Jesteśmy w Esquel. Przyjechaliśmy wczoraj. Nocujemy u Redemptorystów. Trochę pomyliliśmy domy i od razu trafiliśmy do biskupstwa. Ale widać tak miało być. Poznajemy przez przypadek Mariusza, który rezyduje w Lago Puelo. Później dołączają do nas Jacek (przyjaciel Jarka) i Piotr. Misjonarze. Redemptoryści. Dochodzimy do wniosku że każdy z misjonarzy ma swoją oddzielną historię, że są to wyjątkowe jednostki, osobowości o ciekawej przeszłości misjonarskiej. Mariusz na przykład był 12 lat w Boliwii, z czego  8 lat na łodzi, którą sam zbudował (oj, przy pomocy innych, ale nadzorował, organizował, aranżował, uczestniczył..). Pływał na Amazonce łodzią, piętrową, prawie jak hotel… i trafiał do wiosek Boliwijczyków, do których tylko od strony rzeki można dotrzeć.

Dla naszych misjonarzy oczywiście Krzysiek robi rosół, a wieczorem naleśniki.

Po południu trochę objeżdżamy okolicę. Wjeżdżamy popatrzeć na panoramę miasta z góry, na La Hoya. Później kierujemy się na małą lagunę La Zeta. Widoki są naprawdę zachwycające, a słoneczny blask sprzyja kontemplacji natury. Esquel jest położony w dolinie, otoczony górami. O ile przez ponad 400 kilometrów jechaliśmy płaskim terenem, patagońskie puste przestrzenie nas otaczały, pełne wysokich traw, tak teraz w Esquel góry i przyjemne widoki. Jedno co jest troszeczkę uciążliwe to ciągły wiatr. Wiatr i jeszcze raz wiatr. Dziś co prawda piękna pogoda, słońce i wiatr niewielki, ale wczoraj wiało jakby miało kogoś zdmuchnąć…

 W Esquel jest stary patagoński expres La trochita, my jednak widzieliśmy go już cztery lata temu, kiedy byliśmy w Esquel, teraz raczej ominie nas to. Chociaż, trochę to zależy od tego, ile czasu spędzimy w tym mieście.

Napisz do nas
Facebook
YouTube