Rano wstajemy wyspani i przygotowani do drogi. Przed nami niecałe 400 kilometrów do Villa Gessel. Już się cieszymy na tą wyprawę. Ruszamy po tradycyjnym argentyńskim śniadaniu – kawa i dwa słodkie rogaliki. Początkowo trochę wieje, później zimno jest już wyraźnie odczuwalne.
Archiwum kategorii: Ameryka Południowa
Argentyna – sto dwudziesty dziewiąty dzień wyprawy
Rano budzimy się koło ósmej trzydzieści. Od jakiegoś czasu nie używamy zegarka. Przyczyna jest prosta padły w nim baterie, po pięciu miesiącach od wymiany… Ale nie o tym chciałem. Tak więc budzimy się, sprawdzam która jest godzina w laptopie, odejmuję 5 godzin i już wiadomo która jest u nas, tzn.
Argentyna – sto dwudziesty ósmy dzień wyprawy
Rano Julio robi nam pobudkę i informuje, że jedziemy jego autem do Rosario. Dowiemy się z pierwszej ręki w urzędzie celnym jak wygląda sprawa naszych planów sprzedaży motocykli. Jemy małe śniadanko. Julio mate i krakersy. My zaś specjalnie dla nas kupione: ser, szynka, masło, kawa i herbata.
Argentyna – sto dwudziesty siódmy dzień wyprawy
Rano jest trochę rześko, a nie chłodno, tak jak w Patagonii na niektórych campingach. Słońce już dawno wzeszło, tylko jeszcze gałęzie drzew rzucają cień na nasz namiot. Chwilę zastanawiamy się czy nie zostać tu jeden dzień dłużej, ale jednak decydujemy się jechać dalej.
Argentyna – sto dwudziesty szósty dzień wyprawy
Postanowiliśmy, ze koniec tego lenistwa w Miramar, ruszamy dalej. Pierwotnie chcieliśmy dojechać do Casilda, ale nasze plany czasem ulegają zmianie. Wyruszyliśmy najpierw z Miramar przez Balnearię, drogą nr 17 w kierunku San Francisco. Wielokilometrowe płaskie odcinki drogi trochę nam się dłużyły.
Argentyna – sto dwudziesty piąty dzień wyprawy
Dziś dzień pełen wypoczynku. w końcu jest niedziela. Wczoraj wypoczywaliśmy, a dziś to już w ogóle – pełne szaleństwo, spanie prawie do południa, spacerowanie po Miramar, obiadek, lody, spokój. Ogólny spokój. Nic nie trzeba robić, nigdzie się nie trzeba śpieszyć. I taki dzień kolejny, by już mieć taki przesyt odpoczynku, który był nam potrzebny.
Argentyna – sto dwudziesty czwarty dzień wyprawy
Obiecałam dziś Krzyśkowi, że nie będzie musiał dużo chodzić, że będzie odpoczywać. Rano wieje wielki wiatr. Słońce, ale w nagrodę dosyć mocno wieje. Jednak obecność „dużej wody” powoduje ten brak oporu dla wiatru, wobec tego zbiera on się z dosyć dużą siłą… idę połazić po ruinach wioski.
Argentyna – sto dwudziesty trzeci dzień wyprawy
Jakoś tak wielkie miasta nas trochę męczą. Być może jest to spowodowane powtarzalnością się architektury… Kolejny kościół, bazylika i kolejny plac o tej samej nazwie. Może we wcześniejszym etapie podróży Patagonia zrobiła na nas tak duże wrażenie, że teraz brakuje nam natury.
Argentyna – sto dwudziesty drugi dzień wyprawy
Od rana zaczynamy akcję poszukiwawczą. Naszym celem jest znalezienie i kupienie kilku części do motorów. Jak się okaże w trakcie dnia w Argentynie nie jest to takie łatwe. Zwłaszcza do naszych maszyn. BMW nie są tu zbyt popularne. Drugą sprawą są ceny na części zamienne importowane z zagranicy.
Argentyna – sto dwudziesty pierwszy dzień wyprawy
Rano, po hotelowym śniadaniu ruszyliśmy do Cordoby. Śniadanie to oczywiście za dużo powiedziane, bo w polskich warunkach kawa i rogaliki to słabo. Ale w Argentynie, jak najbardziej, to jest właśnie śniadanie. Normalne.
Jedziemy. Mamy do przejechania dziś około 330 kilometrów. Jest ciepło, ale nie gorąco.