Z naszych planów czasami nic nie wynika. I to nie z naszej winy. Mieliśmy rano wcześnie wyruszyć, więc wstaliśmy skoro świt, tuż po siódmej. Spakowaliśmy się, poszliśmy na śniadanie, przygotowaliśmy wszystko do wyjazdu, a tu oczywiście okazało się, że motocykl nie chce zapalić.
Archiwum kategorii: Ameryka Południowa
Argentyna – sto dziewiętnasty dzień wyprawy
W tym hotelu gdzie teraz jesteśmy, w Cafayate, jest przyzwoite połączenie internetowe. W zwiazku z tym napisałam do Wszystkich naszych najważniejszych!
Z większością udało mi się wymienić mailami, lub pogadać na Skype albo na innym komunikatorze. Dzięki Bogu wszyscy żyją i mają się dobrze, a to najważniejsze.
Argentyna – sto osiemnasty dzień wyprawy
Rano odpieram atak kolejnego nawrotu choroby. Po pysznym śniadaniu jakoś tak brak mi siły i decydujemy po małej dyskusji z moja żoną pójść do szpitala. W końcu ja się słucham zawsze żony… 15 minut później, na drugim końcu miasta w nowym budynku szpitala, miła pielęgniarka działa kompleksowo: mierzy mi temperaturę, ciśnienie i puls.
Argentyna – Villa Gesell – sto czterdziesty szósty, siódmy i ósmy dzień wyprawy
Co robią z korzeniem pietruchy czy selera? Nic. On po prostu sobie rośnie w ziemi, zielone liście, nać cały czas się odcina, a później wyrzuca. Proste? Bardzo. Rano w miarę ładna pogoda a po południu rozchmurza się na dobre.
Długi, męczący dzień.
Argentyna – sto siedemnasty dzień wyprawy
Wstajemy rano i spokojni o stan motocykli szybko zbieramy się do drogi. Jeszcze tylko skromne śniadanie. Tym razem hotelik nie ma nic więcej w ofercie niż kawę lub herbatę i po jednej bułeczce na osobę. Przynosimy zatem swoje zapasy do stołówki i urozmaicamy menu o serek, masło i tuńczyka.
Argentyna – sto szesnasty dzień wyprawy
Salta to piękne miasto, bardzo ciekawie położone, w dolinie, ogrodzone z każdej strony górami. Miasto ma 400 lat, czyli jest jedno z najstarszych miast Argentyny. Włóczymy się po starym mieście, podziwiamy architekturę, obserwujemy mieszkańców, wchodzimy do paru sklepów z rękodziełem tutejszym.
Argentyna – sto piętnasty dzień wyprawy
Dzisiaj dzień pełen wrażeń. Obudziliśmy się rano, od dłuższego czasu pierwszy raz grzał grzejnik w pokoju… Za oknem, na górach pasły się spokojnie lamy. Wyruszyliśmy czym prędzej, bo Krzysiek odczuwał niewielkie objawy choroby wysokościowej. W końcu byliśmy na 3.675 metrach n.p.m.
Argentyna – sto czternasty dzień wyprawy
Spokojnie, odprawiliśmy siebie i nasze motory i ruszamy dalej, jedziemy do Susques, najwyżej (podobno) położonej wioski w Argentynie, do której możemy dojechać asfaltem. Wioska jest mała, trzy ulice, kościółek, dwa sklepy. Przed wioską jest hotel do którego zajeżdżamy. Trochę drogi, decydujemy więc podjechać do wioski w poszukiwaniu kolejnego (tańszego).Pod
Argentyna – sto czternasty dzień wyprawy
Spokojnie, odprawiliśmy siebie i nasze motory i ruszamy dalej, jedziemy do Susques, najwyżej (podobno) położonej wioski w Argentynie, do której możemy dojechać asfaltem. Wioska jest mała, trzy ulice, kościółek, dwa sklepy. Przed wioską jest hotel do którego zajeżdżamy. Trochę drogi, decydujemy więc podjechać do wioski w poszukiwaniu kolejnego (tańszego).
Chile – sto czternasty dzień wyprawy
Rano oglądamy telewizję. W Iquiqe trzęsienie ziemi, którego echa odczuliśmy wczoraj wieczorem. Kurcze, gdybyśmy nie zmienili planów i jechali do Peru wzdłuż chilijskiego wybrzeża, kto wie, co by się działo. Na całym wybrzeżu chilijskim ogłoszono alert tsunami. To naprawdę nie są żarty.