Ledwo skończyliśmy wczoraj zmywać naczynia po naszym posiłku, a z nieba zaczeły kapać kropeli deszczu. Była to dopiero zapowiedź tego, co ma się rozpocząć. Po kilku chwilach zza wzrógrza błysnęło i deszcz przybrał na sile. Kolejne cztery godziny grzmiało i błyskało, a deszczu było tyle, że można mówić o istnej nawałnicy.
Archiwum kategorii: Ameryka Południowa
Argentyna – dziewięćdziesiąty trzeci dzień wyprawy
Dziś dzień długi, wyczerpujący i pełen wrażeń. A tak naprawdę wszystko zaczęło się od tych Kanadyjczyków, których spotkaliśmy na campingu. Jest to para zapalonych motocyklistów podróżników. Trzeba było widzieć ogniki w oczach Kanadyjczyka, kiedy mówił o tej wolności, jaką daje podróżowanie, zwłaszcza podróżowanie motocyklem.
Argentyna – dziewięćdziesiąty drugi dzień wyprawy
Argentyna jest ogromna. Kupując mapę, na jednej stronie mamy jedną połowę, mniej więcej od Mar del Plata w dół, aż do Ushuaia, a na drugiej stronie (na rewersie). Byliśmy już na samym dole, w Ushuaia, a teraz jedziemy do góry, na północ, dziś przekroczyliśmy granicę stron mapy.
Argentyna – dziewięćdziesiąty pierwszy dzień wyprawy
Po komfortowej nocy poranek zapowiadał się jeszcze lepiej. Chwila walki z zapaleniem motocykla i już możemy wyjeżdżać. Widać różnice, fajnie jest nie czyścić wszystkiego z piasku, nie składać namiotu, tylko ubrać się i wyjechać. Pan na bramie chce nas naciągnąć i wmówić że nie zapłaciliśmy za jedną noc.
Argentyna – dziewięćdziesiąty dzień wyprawy
Rano budzimy się z dziwnym uczuciem miękkości i ciepła. Powoli dochodzi do nas, że to nie w namiocie dziś śpimy, tylko mamy 70 metrów kwadratowych do dyspozycji. Wstajemy, robimy jajeczniczkę na cebulce. Kaweczkę. Zaraz potem niestety proza życia przypomina nam i idziemy naprawiać motocykle.
Argentyna – osiemdziesiąty dziewiąty dzień wyprawy
Dzień zaczął się w nocy. A raczej bardzo wczesnym rankiem. Obudziło nas bębnienie kropel deszczu o namiot. „No ładnie” – pomyśleliśmy sobie. W końcu dopadł nas deszcz. I co teraz? Jak to co, dalej zasnęliśmy i tak znowu godzinkę, półtorej. W końcu o 8.30
Argentyna – osiemdziesiąty ósmy dzień wyprawy
Dziś mogliśmy dłużej pospać. Nigdzie się nie śpieszymy, spokojnie wypoczywamy na campingu. Rano śniadanie, kawusia i inne tego typu przyjemne sprawy. Mamy połączenie z Internetem cały czas, więc korzystamy z tego namiętnie. Po 12.00 jedziemy pooglądać miasto. Wyraźnie widać wpływy niemieckie, szwajcarskie i austriackie.
Argentyna – osiemdziesiąty siódmy dzień wyprawy
Niestety w nocy temperatura poważnie spada. Spada do tego stopnia, że ubieram nad ranem czapkę i zostaję w niej do pełnego spakowania się na motocykle, po czym ubieram kask. W śpiworze jest ciepło, zwłaszcza jak się ma termiczną bieliznę, więc nie ma problemu, ale rano najgorsze jest wyjście z namiotu.
Argentyna – osiemdziesiąty szósty dzień wyprawy
Dziś dzień pełen wrażeń. Pojechaliśmy zobaczyć stary ekspres patagoński. Robi wrażenie. Ciuchcia na parę, w środku grzeje się wielki piec, pełen ognia. Para bucha. Wszystkie wagony drewniane, drewniane ściany, drewniana podłoga, w środku drewniane ławki. O 10.00 pociąg rusza na dwugodzinny tour.
Argentyna – osiemdziesiąty piąty dzień wyprawy
Przyjeżdżamy do Esquel. Idzie nam bardo sprawnie, bardzo Ładne widoki. Krajobraz zdecydowanie się zmienia. Dużo traw. Co nas cieszy, bo już od długiego czasu nie wiedzieliśmy normalnej trawy i pastwisk. Pachnie tą trawą bardzo. Dużo także kwitnących na fioletowo ostów przy drodze.