Kolumbia – Dzień 547

Dzień pięćset czterdziesty siódmy – 23.03.2020

Kwarantanny dzień trzeci…?

Nie wiem czy liczyć dni kwarantanny na naszej plaży i właściwie od kiedy je liczyć. Bo oficjalne zaczęła się w Kolumbii od poniedziałku, czyli dziś, ale my jesteśmy tu już od trzech dni. Zatem formalnie jesteśmy niejako zamknięci od tych trzech dni. Chociaż właściwie nie, bo przed wczoraj pojechaliśmy przecież na zakupy i mieliśmy kontakt z różnymi ludźmi…

fbt

Dziś stała się tragedia. Nasza benzynowa kuchenka coraz bardziej umiera, umiera i już nie chce działać. Chyba ją szlag trafił. Krzysiek próbował cały dzień ją naprawić, ale na niewiele się to póki co zdało. Owszem zaczęła znowu jakoś chodzić, jednak nowa uszczelka po 30 minutach ponownie wysiadła i płomień zaczął wydobywać się bokiem… Nie wiadomo jak będziemy żyć i gotować, bo małych kartuszy z gazem to nam wystarczy zaledwie na 2 tygodnie, jak szacuję. Ale może to i być szybciej, jak się skończą. I co wtedy???

Przenieśliśmy też wszystkie zapasy z lodówki z auta do wspólnej. Teraz jest szansa, że akumulator naładuje się bez odpalania silnika w szybszym czasie i nie będzie się zasiarczał, czyli nie będzie się psuł 🙂

23 marca, wciąż i bez przerw na kolumbijskiej kwarantannie. Dziś rozmrażaliśmy lodówkę, tym samym na śniadanie o 11.00 były schabowe. Trochę  dlatego, że niestety lodówka za mała, żeby wszystko przechować, na szczęście właściciel kempingu użyczył wszystkim lodówkę wielką spożywcza, i mamy tam każdy po jednej półce. Zgromadziliśmy tam pełno owoców i trochę warzyw, jajka , masło, paczkę parówek i ćwiartkę kurczaka. Oczywiście że za dwa tygodnie będziemy musieliśmy jeść już chyba tylko tuńczyki i makarony, ale na razie korzystamy. Jemy dużo ananasów, melonów, pomarańczy (bo kupiliśmy dużo i się zepsuje) stąd też schabowe dziś wcześnie, bo fasolka którą mieliśmy zaczynała już pleśnieć. Wiec czym prędzej ja przebraliśmy umyliśmy ,ugotowali i zjedli. Z mięsem  i ziemniakami.

Leoncio, właściciel tego campingu wczoraj zarządził, by kucharz dla wszystkich zrobił obiad. Jakiś jego przyjaciel przyniósł wielką rybę, którą udało się fajnie wyfiletować i z ryżem, pieczonymi bananami podać wszystki. Akurat 16 porcji wyszło. Jak się okazało i jak się doliczyliśmy, jest nas tu 16 osó, kucharz, jego dziwczyna, kolejna do pomocy w kuchni. Właściciel i jego dorosły syn.  Willson, dojrzały staruszek do pomocy we wszystkim. Dwoje Francuzów, czworo Hiszpanow, dwoje Argentyńczyków i my.  Wczoraj obiadowa integracja. Niestety, okazało się dużo później, że jedyna.

———————————–