Dzień pięćset sześćdziesiąty szósty – 11.04.2020
Czas leci. To już Sobota przedświąteczna. Krzysiek się dziś zirytował, że nie może tu nigdzie w piekarniach trafić na dobry chleb, poza wielkimi sieciówkami typu Exito, gdzie jako takie są jeszcze bagietki. Poza tym trudno, bo większość chlebków i bułek jest słodka! dziś wiec postanowił wypróbować przepis z internetu na chlebki. Niby chlebki, ale przynajmniej słone. Dla nas największy problem jest taki, ze nie mamy piekarnika, anie pieca. Jak tu zrobić chleb bez pieca?? Ano na patelni. Może nie jest to chleb, ale takie coś pomieszana maca z hinduskimi chlebkami naan, lekko pomieszane też z podpłomykami, tyle tylko że drożdżowe. Ale bardzo dobre.. W sumie… z masełkiem jak znalazł do jedzenia… I chrupiące i cieplutkie…
Willson, tutejszy pan od wszystkiego przynosi mi dziś w prezencie nispero. To taki owoc trochę podobny do niczego. Trochę jabłko, trochę kiwi, w smaku słodka gruszka, o nieco mącznej konsystencji. Ale dobre.







