Jakoś tak wielkie miasta nas trochę męczą. Być może jest to spowodowane powtarzalnością się architektury… Kolejny kościół, bazylika i kolejny plac o tej samej nazwie. Może we wcześniejszym etapie podróży Patagonia zrobiła na nas tak duże wrażenie, że teraz brakuje nam natury.
Argentyna – sto dwudziesty drugi dzień wyprawy
Od rana zaczynamy akcję poszukiwawczą. Naszym celem jest znalezienie i kupienie kilku części do motorów. Jak się okaże w trakcie dnia w Argentynie nie jest to takie łatwe. Zwłaszcza do naszych maszyn. BMW nie są tu zbyt popularne. Drugą sprawą są ceny na części zamienne importowane z zagranicy.
Argentyna – sto dwudziesty pierwszy dzień wyprawy
Rano, po hotelowym śniadaniu ruszyliśmy do Cordoby. Śniadanie to oczywiście za dużo powiedziane, bo w polskich warunkach kawa i rogaliki to słabo. Ale w Argentynie, jak najbardziej, to jest właśnie śniadanie. Normalne.
Jedziemy. Mamy do przejechania dziś około 330 kilometrów. Jest ciepło, ale nie gorąco.
Argentyna – sto dwudziesty dzień wyprawy
Z naszych planów czasami nic nie wynika. I to nie z naszej winy. Mieliśmy rano wcześnie wyruszyć, więc wstaliśmy skoro świt, tuż po siódmej. Spakowaliśmy się, poszliśmy na śniadanie, przygotowaliśmy wszystko do wyjazdu, a tu oczywiście okazało się, że motocykl nie chce zapalić.
Argentyna – sto dziewiętnasty dzień wyprawy
W tym hotelu gdzie teraz jesteśmy, w Cafayate, jest przyzwoite połączenie internetowe. W zwiazku z tym napisałam do Wszystkich naszych najważniejszych!
Z większością udało mi się wymienić mailami, lub pogadać na Skype albo na innym komunikatorze. Dzięki Bogu wszyscy żyją i mają się dobrze, a to najważniejsze.
Argentyna – sto osiemnasty dzień wyprawy
Rano odpieram atak kolejnego nawrotu choroby. Po pysznym śniadaniu jakoś tak brak mi siły i decydujemy po małej dyskusji z moja żoną pójść do szpitala. W końcu ja się słucham zawsze żony… 15 minut później, na drugim końcu miasta w nowym budynku szpitala, miła pielęgniarka działa kompleksowo: mierzy mi temperaturę, ciśnienie i puls.
Argentyna – Villa Gesell – sto czterdziesty szósty, siódmy i ósmy dzień wyprawy
Co robią z korzeniem pietruchy czy selera? Nic. On po prostu sobie rośnie w ziemi, zielone liście, nać cały czas się odcina, a później wyrzuca. Proste? Bardzo. Rano w miarę ładna pogoda a po południu rozchmurza się na dobre.
Długi, męczący dzień.
Argentyna – sto siedemnasty dzień wyprawy
Wstajemy rano i spokojni o stan motocykli szybko zbieramy się do drogi. Jeszcze tylko skromne śniadanie. Tym razem hotelik nie ma nic więcej w ofercie niż kawę lub herbatę i po jednej bułeczce na osobę. Przynosimy zatem swoje zapasy do stołówki i urozmaicamy menu o serek, masło i tuńczyka.
Argentyna – sto szesnasty dzień wyprawy
Salta to piękne miasto, bardzo ciekawie położone, w dolinie, ogrodzone z każdej strony górami. Miasto ma 400 lat, czyli jest jedno z najstarszych miast Argentyny. Włóczymy się po starym mieście, podziwiamy architekturę, obserwujemy mieszkańców, wchodzimy do paru sklepów z rękodziełem tutejszym.
Argentyna – sto piętnasty dzień wyprawy
Dzisiaj dzień pełen wrażeń. Obudziliśmy się rano, od dłuższego czasu pierwszy raz grzał grzejnik w pokoju… Za oknem, na górach pasły się spokojnie lamy. Wyruszyliśmy czym prędzej, bo Krzysiek odczuwał niewielkie objawy choroby wysokościowej. W końcu byliśmy na 3.675 metrach n.p.m.