Peru – Dzień 319

nowe003

Dzień trzysta dziewiętnasty 08.08.2019

Noc przebiegła nad wyraz spokojnie. Wygląda na to, że zjazd o około 600m w dół, trochę pomógł naszym organizmom. Inna sprawa, że było sporo cieplej w nocy, coś około kilku stopni na plusie. Nie zamarzła nam woda w zbiorniku na dachu auta. Jednak ogrzewanie postojowe wciąż nie działało prawidłowo i wyświetlało błąd po kilkunastu minutach funkcjonowania. Ale za to śpiwory robiły robotę i pomimo, że jest w nich trochę ciasno, to jednak człowiek nie marznie za bardzo… No i żal po owocach trochę osłabł… Budzimy się wyjątkowo szybko, niby jest tylko jedna godzina różnicy między Peru, a Boliwią gdzie przebywaliśmy ostatnie trzy miesiące, ale organizm przyzwyczaił się i teraz o 6 rano już nie śpimy. Dziś na całe szczęście, bo zajechały na parking gdzie stoimy dwie ciężarówki, jedna na drugiej. A my akurat spaliśmy prawie pod ziemnym najazdem gdzie oni chcieli się „rozładować”. Zatem jemy szybko śniadanie, kawę itp… I ruszamy do oddalonej o około 40 km Arequipy. Droga w dalszym ciągu wiedzie ciągle w dół i finalnie wjeżdżamy do miasta położonego na około 2335  m n.p.m.

Z uwagi na to, że jest bardzo wcześnie około 9 rano, kierujemy się najpierw do centrum. Rozglądamy się za miejscem do spania. Odwiedzamy miejsca polecane przez aplikację iOverlander. Pierwsze w miarę tanie, ale sami chipisi…, drugie, trzecie, czwarte… to hoteliki za drogie dla nas… wybieramy więc kamping, chociaż trochę dziwny, bo prawie w centrum miasta. Na terenie jest też drogawy hotel, a my  mamy miejsce za 50 PEN (15 USD) na trawce, koło muru. Do dyspozycji łazienkę, prysznic, papier, więc całkiem nie źle jak na dotychczasowe doświadczenia z poprzednich krajów.

nowe002

Jakoś tak samoistnie zabieram się za naprawę skrzypiącej kierownicy, Wymianę wentylatora silnika, bo auto wciąż się lekko grzeje na podjazdach. Zakładam ten zregenerowany w La Paz, zobaczymy czy będzie działał lepiej. Przy okazji wymieniam przewód masowy między silnikiem, a nadwoziem, bo stary poprzecierał się. A na koniec jeszcze poprawiam przełącznik świateł awaryjnych, bo też zaczął coś szwankować… Moja żona za to robi przegląd w szafkach i wyrzuca mniej potrzebne rzeczy… No i gotuje obiadek :)

nowe001

Około 15 zbieramy się na obchód miasta. W kilka minut dochodzimy do głównego placu przy którym stoi ogromna katedra, a w oddali widać szczyt ośnieżonego wulkanu Misti… Majestatyczny widok. Zaraz potem wędrujemy uliczkami pośród mnóstwa turystów, nagabywani ciągle a to o wejście do restauracji, a to o kupienie wycieczki, albo o inne pierdoły. Załatwiamy przy okazji wymianę dolarów na Sole po w miarę dobrym kursie. Kiedy około 18,30 zachodzi słońce i robi się chłodniej, wstępujemy do supermarketu w drodze na kemping.

nowe004

Zakup pieczywa to nie lada wyzwanie. Tylko się w jakimś miejscu przyzwyczaimy i znajdziemy najpierw jakiś przyzwoity chleb czy bułki, a już jedziemy dalej… Także ciągle słabo z tym wyborem peczywa. bułki są nadmuchane, często dosyć słodkie. Albo jak pasza, albo jak glina. Fatalne. Finalnie robimy przyzwoite zakupy, nawet jakąś wędlinę znaleźliśmy zjadliwą. Wracamy do auta. Potem już tylko kolacja i pomału można odpoczywać…

 

Napisz do nas
Facebook
YouTube