78. W kierunku Brayce Canyon

78 dzień wyprawy

Rano jedziemy w pierwszej kolejności do Cedar City. To tylko jakieś 80 km. Plan jest taki, aby w pierwszej kolejności kupić zapobiegawczo „specjalny” środek do uszczelniania niewielkich rozszczelnień takich układów chłodzenia jakie są w naszym Defenderze. Mamy dużą nadzieję że wczorajsze dokręcenie głowicy pomoże… Jednak na wszelki wypadek lepiej mieć pod ręką taki preparat, żeby nie szukać potem w szczerym polu jakiegoś warsztatu!

73. Na odludziu….

73 dzień wyprawy

O poranku obudziło nas wschodzące słońce. Około 6 już było całkiem jasno. Wczorajszy wiatr jakby ucichł i spokojnie mogliśmy wypić tradycyjną poranną kawę. Potem postanowiliśmy przenieść się na nieco bardziej odludny i odleglejszy kraniec zbocza kanionu. Po kilkunastu minutach powolnej jazdy po skałach,unikając dużych głazów i omijając dziury, stanęliśmy 15 metrów od krawędzi kanionu z takim widokiem…

Naprawdę jest to niesamowite miejsce, gdzie można znakomicie odpocząć od cywilizacji, od tłumów ludzi, goniących za czymś przez cały czas.

72. Kierunek – dzikość

72 dzień wyprawy

Ranek wspaniały. Rześko, ale bez ironii. Po prostu znakomite 16 C. Jak na pobudkę w Defenderze to znakomicie. Nie trzeba się ubierać zbyt mocno przed wyjściem z auta. No i poranna kawa smakuje lepiej. Poranek mija na ustalaniu gdzie, kiedy i po co jedziemy… Potem ja trochę pracuję, Krzysiek też, bo sprawdza całego Defendera pod względem techniczno mechanicznym… Dokręca kilka śrubek bo zdążyły się już poluzować.