875. Bishop, zrzut nieczystości i Crowley Lake

875 dzień wyprawy

Dziś jak zwykle dzieje się bardzo dużo. O wiele za dużo niż człowiek mógłby zawrzeć w tytule. Rano chcieliśmy ogarnąć się szybko i wyruszyć z naszego campingu w stronę Bishop. Ale Krzysiek wymyślił że coś jest nie tak z naszym generatorem, że w ogóle nie ładuje on akumulatorów, że może przetwornica nie działa, ta co zamienia 110 na 12 volt. I znowu od rana rozkręcanie. Jak działał generator prądu, to jakoś dziwnym trafem włączy się alarm od spalin. Oczywiście problemy żeby go wyłączyć i zresetować.

Jakoś to wszystko ogarnęliśmy i ruszyliśmy w stronę Bishop. Czyli kolejna lekcja jazdy. Jadę. Wąsko, bo zakręconą drogą wyjeżdżam z tego campingu. Jakoś daję radę, wjeżdżam na główną, nr 395. Jadę. Czuję spięcie w karku, w plecach, ze stresu oczywiście. Ale się zawzięłam i jadę. Ciasno, wąsko.

podjeżdżamy na stację benzynową w Bishop

W Bishop jakieś roboty drogowe, postawili pachołki, o rany, jak wąsko. Ale dałam radę i przyjechałam na stację benzynową. Jak na drugą lekcję wystarczy. W zupełności.

Na stacji tankujemy, zrzucamy nieczystości, bo jest strefa zrzutu, zwana dump station. Potem już ruszamy na zakupy. Robimy je w Grocery outlet, ale oczywiście nie ma gdzie zaparkować, parking mały, trzeba stanąć dużo dalej. Idę piechotą, ale oczywiście w sklepie zorientowałam się, że nie wzięłam kasy. Dzwonię więc do Krzyśka, na szczęście działa nasz telefon z meksykańskim numerem, także mam internet. Mówię mu żeby przyszedł. Robimy warzywno owocowe zakupy. Same pyszności, a przede wszystim czereśnie.

Potem już jedziemy na camping. Jeszcze Krzysiek kupuje jakieś kapsle do przyczepki bo nam odleciały, bo pracownicy w firmie Tow smart niezbyt sprytnie je podokręcali.

pod górę i pod górę…

I juz pod górę. i pod górę i pod górę. A wiadomo, większe spalanie, więc nie bardzo nam się to widzi…

Dojeżdżamy nad jezioro Crowley. No pięknie. Piękny camping. Co prawda nie ma drzew, ale w nagrodę jest po 10 USD. Nie ma prądu, ani chyba wody, ale jest dump station, także za 3 dni na wyjeździe opróżnimy zbiorniki i będzie git. Trzeba będzie tylko uzupełnić wodę gdzieś.

taka miejscówka dziś…

Jemy pyszny obiad. Dziś kasza gryczana ze szpinakiem i marchewką. i dużo zielonej pietruszki. A po obiedzie i krótkim odpoczynku ruszamy.

lunch…
humory dopisują, nie ma to jak w drodze…

Odpinamy naszego Buicka i jedziemy. Punkt pierwszy gorące źródła. Już się na nie czailiśmy od dłużego czasu. Dojeżdżamy do pierwszego punktu Crab cooker hot springs. Rozczarowanie. Piękny zbiornik na kąpiele w gorącej wodzie, ale niestety pusty. Nie ma wody. Dlaczego? za sucho? Za gorąco? Nie wiadomo.

Krzysiek jednak się nie poddaje i jedziemy do Shepherd hot spring. I tam pełen sukces. Jest woda, jest gorący zbiornik wody. Cudownie. Od razu przebieram sie w strój kąpielowy i wchodzę. Woda ma przyjemne około 35 stopni. może trochę mniej. Moczymy się i rozkoszujemy się tym, że w ogóle nie ma ludzi, nie ma żywego ducha. Wspaniale.

gorące źródła. pięknie

Wycieramy się i ruszamy dalej. Jedziemy trochę szutrem, a potem Krzysztof zaprasza mnie do Hot Creek. I to jest dopiero odjazd bo piękna rzeka i niesamowite gorące źródła, ale raczej nie do kąpieli. taki Yellowstone w miniaturce. bulgoce woda, rzeka płynie no po prostu wspaniale. Podobno 700 tysięcy lat temu miała tu miejsce erupcja, powstał piękny wąwóz, kanion w środku z rzeką, utworoną z wody która spływa z gór Sierra.

W miejscu gdzie jest Hot Creek zrobiły się szczeliny, które powodują to, że spływajaca woda z gór wpada do szczeliny bardzo głębokiej aż do gorących kamieni w środku, wulkanicznych, rozgrzanych do czerwoności (chyba) i taka podgrzana wydostaje się na zewnątrz gorąca podgrzana. Woda w okolicznych jakby małych jeziorkach paruje. Bardzo spektakularnie widowiskowe. Czuję się szczęśliwa jak nie wiem co. Piękne miejsce. bajeczne. Ale jednocześnie coś mówi (chyba zapach siarki) że nie jest to geologicznie stabilne miejsce więc trzeba mieć respekt do natury i uważać na wszystko dookoła.

dokładny opis jjak powstało to niezwykłe miejsce HOT Creek
gorące buchające źródło

Wykończeni z lekka wracamy do domu. Nasz Luisek dzielnie stoi na campingu zapraszając nas do środka. Mała kolacyjka i trochę pracy jakieś zdjęcia, jakieś ogarnianie różnych rzeczy. Ufff. człowiek zmęczony dziś, ale tak super pozytywnie. tak uśmiechnięto zmęczony 🙂

Najgorzej, że to ugryzienie po osie ciągle swędzi. Ale widać taki to mój antagonista – osa.

21.07.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.