357 dzień wyprawy
Jakoś tak się rozłozyło nasze życie, że jedna osoba zasuwa na budowie, a druga się leni w domu. Nie no, zrobiłam dziś sernik, bo ostatnio Iwona przywiozła twaróg ze Stanów. to sie wzięłam i zrobiłam. Pyszny, wilgotny, słodki.
357 dzień wyprawy
Jakoś tak się rozłozyło nasze życie, że jedna osoba zasuwa na budowie, a druga się leni w domu. Nie no, zrobiłam dziś sernik, bo ostatnio Iwona przywiozła twaróg ze Stanów. to sie wzięłam i zrobiłam. Pyszny, wilgotny, słodki.
356 dzień wyprawy
Niedziela nie może się obejść bez ostryg, mimozy i wspaniałych rozmów z Andrzejem i Iwoną. Dziś dyżurnym tematem jest życie i twórczość Andrzeja :). Kilka godzin „wałkujemy” różne aspekty z tego tematu. Dzień mija w miarę spokojnie. Czasem Ali „uruchamia” się i wówczas mamy sporo energii wokół siebie.
355 dzień wyprawy
Rano wstajemy wcześniej, trochę siedzimy w domu, potem o 13 wyjeżdżamy „w miasto”. Razem bez pośpiechu. Odpoczywamy w Rosarito. Myjemy auto, robimy małe zakupy. Odwiedzamy Magdę. Trochę słuchamy instrukcji „obsługi domu”, bo już niedługo się do niej przeprowadzamy.
354 dzień wyprawy
Dziś z nart wracają Iwona i Andrzej, także teoretycznie ostatni dzień opiekujemy się Alim. Daje w kość. Jest tak żywotny, że czasem trudno sobie z nim poradzić. Zostawiamy go na godzinę i jedziemy na małe zakupy. Uzupełniamy lodówkę i mamy chwile spokoju… Nie zmienia to faktu, że do późnego wieczora jesteśmy z tym niezmordowanym psem 🙂 Wieczorem udaje nam się go „okiełznać” i oglądamy jakiś film w TV.
353 dzień wyprawy
Na włoski dzień wybraliśmy sobie czwartek. Przyszła w odwiedziny Magda, spędziliśmy znowu fajnych kilka godzin. Krzysztof dokonał zakupu ceviche w miejscowym sklepie rybnym, a potem robił wspaniałą pizzę. Wspaniale minął nam dzień.


15.02.2024
352 dzień wyprawy
Czas szybko leci i kolejne walentynki za nami. Cisza i spokój, słońce, nadchodząca meksykańska wiosna. Cieszymy się sobą, miłością, kwiatami. Wszystko ma swój smak i jest we właściwym miejscu. Czuję energię każdego dnia.
Nowy plan się nam rodzi w głowach, związany z dwoma sprawami.
351 dzień wyprawy
Wczoraj Krzysiek skupił się na filmach, a to przecież nie był najważniejszy punkt programu. Wczoraj odwiedziła nas Magda, przede wszystkim zatem to był dzień super relaksacyjny, byłyśmy w jaccuzi, farbowałyśmy włosy, a przede wszystkim gadałyśmy, gadałyśmy, gadałyśmy. Dyskutowaliśmy o ksiązkach, miedzy innymi o biografi Kapuścińskiego, którą napisał Artur Domosławski, ale też o Żulczyki, Twardochu i wielu innych.
350 dzień wyprawy
Dawno, dawno temu kiedy wyjechaliśmy na pierwszy wyjazd do Azji, pomyśleliśmy sobie że fajnie byłoby nakręcić jakieś filmy z tego wyjazdu. Wówczas całkiem prostym aparatem, właściwie aparatem do zdjęć, kręciliśmy kilkusekundowe skrętki z ciekawych miejsc. Z biegiem czasu ten element uwieczniania wyjazdów rozwinął się dosyć mocno.
349 dzień wyprawy
To chyba będzie jedna z najbardziej leniwych niedziel, jakie sobie jesteśmy stanie wyobrazić. Szykuje sie też czas na nadrobienie zaległych lektur. Parę dni temu na półce odkryłam biografię Ryszarda Kapuścińskiego, napisaną przez Artura Domosławskiego, także nie omieszkałam się zagłębić w tą opowieść.
348 dzień wyprawy
Często będąc bardzo długo poza domem i Polską brakuje człowiekowi „swojskich” smaków. Oczywiście staramy się radzić z tym jak umiemy. Często nawet wychodzi to nam całkiem dobrze. Przyrządzamy różne potrawy o swojskim smaku i charakterze. Jednak z pieczeniem chleba w drodze, a dokładniej w Meksyku udało nam się dojść prawie do perfekcji…
Zrobiliśmy zakwas na żytniej mące.