Niestety w nocy temperatura poważnie spada. Spada do tego stopnia, że ubieram nad ranem czapkę i zostaję w niej do pełnego spakowania się na motocykle, po czym ubieram kask. W śpiworze jest ciepło, zwłaszcza jak się ma termiczną bieliznę, więc nie ma problemu, ale rano najgorsze jest wyjście z namiotu.
Argentyna – osiemdziesiąty szósty dzień wyprawy
Dziś dzień pełen wrażeń. Pojechaliśmy zobaczyć stary ekspres patagoński. Robi wrażenie. Ciuchcia na parę, w środku grzeje się wielki piec, pełen ognia. Para bucha. Wszystkie wagony drewniane, drewniane ściany, drewniana podłoga, w środku drewniane ławki. O 10.00 pociąg rusza na dwugodzinny tour.
Argentyna – osiemdziesiąty piąty dzień wyprawy
Przyjeżdżamy do Esquel. Idzie nam bardo sprawnie, bardzo Ładne widoki. Krajobraz zdecydowanie się zmienia. Dużo traw. Co nas cieszy, bo już od długiego czasu nie wiedzieliśmy normalnej trawy i pastwisk. Pachnie tą trawą bardzo. Dużo także kwitnących na fioletowo ostów przy drodze.
Argentyna – osiemdziesiąty czwarty dzień wyprawy
Dziś dzień prania brudnych ciuchów i naprawy motoru. Rozdzielamy się na parę godzin, żeby porobić najpilniejsze rzeczy w jak najkrótszym czasie. Obliczamy też jak stoimy z budżetem w stosunku do drogi, którą chcielibyśmy zrobić. Teoretycznie ważne są dla nas wodospady Iquazu, a szkoda tam jechać zbyt szybko, ewentualnie omijając to, co ciekawego jest po drodze.
Argentyna – osiemdziesiąty trzeci dzień wyprawy
Już marzec??? Ależ ten czas leci… my jesteśmy teraz w fazie lekkiego wypoczynku. Pozornie zwolniliśmy tempo, bo dziś przejechaliśmy prawie 400 kilometrów z Perito Moreno do Gob. Costa. Rano coś nam nie szło pakowanie. A to nie było GPS (bo został zwinięty w namiot i wsadzony do pokrowca), a to zgubiła się kominiarka (została w worku na kaski) i tak w kółko.
Argentyna – osiemdziesiąty drugi dzień wyprawy
Rankiem budzi nas spokój. Wiatr ucichł, jest w miarę spokojne. Rześko. Jakieś paręnaście minut po przebudzeniu czekamy na słońce, aż się wychyli zza skał. I już jest cieplej. Ale nie na tyle, by zrezygnować z małego ogniska.W miejscu gdzie rozbiliśmy namiot jest trochę drzewa, jakaś stara paleta, więc korzystamy z tego i za chwilę już grzejemy się przy ognisku.
Argentyna – osiemdziesiąty pierwszy dzień wyprawy
Wstajemy. Przez pół ranka zastanawiamy się co robić. Jechać, czy zostać. W końcu po jajecznicy na śniadanie, dojrzewamy do decyzji. Jedziemy. Nuda w tym mieście i tyle. Tyle tylko, że parking darmowy. Ale Internetu nie mamy już chyba piąty dzień, więc decydujemy się na przejechanie kolejnych kilometrów.Jeszcze
Argentyna – osiemdziesiąty dzień wyprawy
El Chalten żegna nas słońcem. Rano wstajemy, myjemy się, szybkie śniadanie (płatki z mlekiem) i jedziemy. Ja dodatkowo jem suszone śliwki. Są one w Argentynie wyjątkowo pyszne. Suszone na słońcu, więc słodkie, a nie jakby wędzone. Wyjeżdżając widzimy cały czas, w lusterkach oddalający się szczyt Fitz Roy.
Argentyna – siedemdziesiąty dziewiąty dzień wyprawy
Nie chce się wstawać. Rano budzimy się oczywiście z pełnym pęcherzem, a do toalet daleko mamy, bo tak się rozbiliśmy z namiotem. Daleko. A tu nie dość, że trzeba wstać, to jeszcze trzeba się pakować i trzeba jechać. Niby nie trzeba, można by jeszcze jeden dzień zostać, ale z drugiej strony, woła nas El Chalten i Fitz Roy – kolejne punkty naszej wyprawy.
Argentyna – siedemdziesiąty ósmy dzień wyprawy
Dziś noc bardzo chłodna. Rano rozpalaliśmy ognisko, żeby się trochę zagrzać. Ale dziś wielki dzień. Jedziemy zobaczyć lodowiec Perito Moreno. Wyruszamy dosyć wcześnie, zaraz po śniadaniu, na które była pyszna jajecznica. Do Parku Narodowego Los Glaciares, żeby zobaczyć lodowiec, jedzie się około 55 kilometrów.