Dzień czterysta drugi 30.10.2019r
Poranek i ubiegła noc na boisku miejskim koło rzeki okazała się być spokojna. Nie licząc mnóstwa świetlików wieczorem, odwiedzających nas indyków rano i dźwięku cykad, który głośno niesie się z przyległej selvy. Dziś już bez wielkiego pośpiechu jemy śniadanie, kupujemy owoce za drobne Sole, które nam zostały i zbieramy się w drogę do granicy z Ekwadorem.